PLEBEIAN GRANDSTAND | Lowgazers


BLWBCK051 – March 31th, 2014
C50 {66 copies} + digital download

Four years after «How Hate Is Hard To Define» and a pair of splits, here’s the long-awaited second full-length from Toulouse, France’s PLEBEIAN GRANDSTAND. «Lowgazers» marks another impressive step in the band’s quest of total aural devastation : armed with new drummer Ivo (Stuntman, PAL…), the four-piece picks the most dissonant and experimental aspects of black metal, hardcore and sludge to create an unreal vortex of desolation. From the first notes of “Thrvst”, the band reaches new heights of intensity, switching from inhuman blast beats to slow-motion torture, while unorthodox guitar work and painfully shrieked vocals tear the listener from all quarters. Recorded and mixed by Amaury Sauvé (Birds In Row, Calvaiire, Death Engine…) then mastered at New Alliance East (Converge, Gaza, Xasthur), «Lowgazers»’s sounds commensurate to the band’s vision, being a ruthless demonstration of power as well as an untouchable pinnacle in extreme music hybridization.

1. Thrvst 05:33
2. Endless Craving 06:14
3. Flail In The Bliss 04:42
4. Lowlifer 05:36
5. Relief Of Troth 02:10
6. Svn In Your Head 03:51
7. Aimless Roaming 05:34
8. Mvrk Diving 06:46

Recorded and mixed in January 2014 by Amaury Sauvé at ‘La Senelle” studio.
Mastered at New Alliance East Mastering in February
Artwork by Adrien Broué /

Vinyl edition by Throatruiner & Basement Apes
CD edition Basement Apes / Lost Pilgrims Records / Grains Of Sand
Us Tape edition by The Lamp Foundation

PRESS QUOTES

Plebeian Grandstand play some vicious stuff! They’d make a perfect opening act for a dream bill featuring Portal, Ulcerate and Gojira. They’re from France, because of course. – MetalSucks

Plebeian Grandstand are a Montpellier-based beast with a collective attitude problem that is evident from the very first note of Lowgazers. coming off like a blastbeat-riddled version of lost but not forgotten American band Mare, or a less animalistic Ehnahre, they combine black metal sweeps and mysticism with a style rooted in the most evil-sounding sludge and grind imaginable. Drums smash new holes in walls of guitar at every twist and you’ll most likely be overwhelmed for the majority of this 35-minute assault on the senses. Screeching vocals ring with a pure hatred for the listener and generally all of mankind and the guitar tones bite and scratch to devastating effect. Focus in on the individual elements though and it seems each member is whipping up their own fury. Put together it’s dense and difficult to engage with, which is probably the point. Disorienting the listener, PG are not out to make friends, no this is almost an impenetrable force of noise that you aren’t meant to enjoy. Mastered at New Alliance East, which handles Converge, Old Man Gloom and Xasthur releases, there’s a definite feeling that this has been prepared in a way to bludgeon the listener with force rather than be sedately soaked up. Most will find this style too much after a few tracks, those able to listen intently for the full length will either have a morbid fascination or hearing problems once it’s finished. Utterly devastating, the only comparison you can draw from such harrowing music is the likes of Khanate and Gnaw Their Tongues. Horrible, in the best way possible. – Ninehertz

Ekstrema francuskiej sceny muzycznej jest jak francuskie wino, im starsze, dojrzalsze, tym lepsze. To już chyba stało się regułą, bo każde kolejne wydawnictwo stamtąd pochodzące i rozwijające się zgodnie z duchem ewolucji powala mnie na łopatki. Plebeian Grandstand zdążyło już dać o sobie znać, reprezentując ciekawe i niecodzienne podejście do muzyki w ramach hardcore oscylującej. Wyraźnie inspirowani muzyką Converge, początkowo sprawiali wrażenie mało pewnych potencjału w nich drzemiącego, dając jednocześnie do zrozumienia, że choć ambitnie to trochę po omacku, a w dodatku pod silnym wpływem inspiracji zespołów, które już zdążyły zaistnieć na kartach historii. Jednak teraz wszystko się zmienia. Plebeian Grandstand, z podniesionym czołem jasno określa swoje stanowisko, wprowadzając poważne zmiany na poletku niekonwencjonalnego grania. Ale czy rzeczywiście wyszły one na dobre? W dobie rozprzestrzeniającego się niczym zraza trendu na łączenia muzyki core’owej z elementami black metalu, ciężko wyłapać, które zespoły robią to naprawdę z własnej woli, a które poddają się panującemu zjawisku. Bo o ile owa sposobność do mieszania nie jest tak naprawdę wydarzeniem nowym, a funkcjonującym od dobrych paru lat, o tyle niektóre zespoły dopiero teraz o nim się dowiadują, bezpardonowo uznając je za swoje. Cóż, niektórym wychodzi to lepiej, innym gorzej, faktem jest, że Plebeian Grandstand wyraźnie odcina się od tej tendencji, wykracza ponad przeciętność i znajduje drogę, o której innym nawet się nie śniło. To eksperymentowanie z dysonansami, charakterystycznymi dla warsztatu Deathspell Omega czy Ulcerate, to tak naprawdę bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Plebeian nie jest pierwszy i nie ostatni, który próbuje z tym drażniącym ucho słuchacza zabiegiem manewrować, jednak z ręką na sercu przyznaję, że jeżeli zespołom z takim potencjałem damy szansę pobawić się z pozornie niemożliwymi do połączenia wariacjami muzycznej ekspresji, będziemy świadkami narodzin setek nowych gatunków muzycznych. Do rzeczy. Roztrzaskana szczęka to efekt zapoznania się z pierwszym puszczonym w eter numerem „Thrvst”. Mimo, że staram się sceptycznie nastawiać do nowopoznanych rzeczy, tak po przesłuchaniu tego kawałka nie byłem w stanie poskładać myśli do kupy. Przyznam szczerze, że właśnie to kocham w muzyce i dlatego, pod wpływem tego uczucia zamierzam kontynuować ocenę reszty materiału. Ku memu zdziwieniu ani na chwilę nie jestem zawiedziony. Czasami może i za długo, jednak w po pewnym czasie iluzoryczny przesyt uciążliwie chaotycznych dźwięków staje się atutem, bo niemal w masochistycznym popędzie pragniemy wracać do słuchowiska wielokrotnie. Dobrze, że PG momentami potrafi się ulitować; dłuższe zwolnienia stają się idealną okazją na wypłynięcie i zaczerpnięcie oddechu (momenty „Endless Craving”). Blast, którego teraz jest pod dostatkiem, idealnie brzmi pod stopami Plebeian Grandstand, aż dziw bierze, że dopiero na trzeciej długogrającej płycie chłopaki zabrali się za praktykowanie tej techniki niemal od początku do końca albumu. Oczywiście, nie ma tu mowy o sprzeciwie wobec wcześniejszych dokonań, gdyż ich obecność również jest wyczuwalna; numery takie jak „Lowlifer”, przez swoją gdzieniegdzie matematyczną strukturę przypominają o zapędach grupy do progresywnych wywodów, w których czują się jak ryba w wodzie. Z drugiej strony nie zabrakło też miejsca na hipnotyzujący doom, momentami aż zbyt obszerny i traumatyczny, by cieszyć się z chwili spokoju („Svn in Your Head”). Album kończy się nagle, ale nie pozostawia niedosytu, jest totalny, rozpoczyna się równie niezwykle, co kończy – jasno, wyraźnie i konkretnie, niejeden zespół może pozazdrościć takiego wyważenia muzycznej treści. PG band. Wspominałem o trendzie na black/core’ową hybrydę, w bardzo szybkim tempie znajdującą wielu zwolenników. Mimo, że Plebeian Grandstand rozpoczynał jako zespół ze smykałką do chaotycznego hardcore’a, nic nie wskazywało na to, że zmiany potoczą się w tym kierunku. I nawet, jeżeli na poprzednich wydawnictwach nie było mowy o przejawach blacku, tak teraz aż od niego kipi – i wbrew temu, co napisałem wcześniej, przypadek PG stanowi wyjątek, brzmi bardzo oryginalnie i nienachalnie. Kandydat na zaskoczenie roku, to pewne, co zatem musi zrobić konkurencja by przebić niespodziankę zafundowaną przez Plebeian Grandstand? Jedno jest pewne, trzeba będzie się wiele nagimnastykować, by dorównać poziomem do majestatycznego oblicza najnowszych poczynań nieobliczalnych Francuzów. – Adam Piętak for Violence Magazine

Plebeian Grandstand is a testament to the heights and depths a band can reach when throwing off the shackles of expectation. There is only one goal for Lowgazers, and that is pure annihilation. Lowgazers, positions itself as the more mature and controlled version of their 2010 debut How Hate Is Hard To Define. While there is still hate, and disaster in both records, the How Hate Is Hard To Define seemed consumed by it rather than Lowgazers, which sounds empowered by it. The tracks are also elongated sometimes reaching a consistent 5 or 6 minutes. Add to this momentary ambient drone tracks and one has a calculated assault. This seems daunting given the nature of the music yet Lowgazers never feels grating or overbearing. Songs like “Aimless Roaming” and “Flail in the Bliss” create a world where the listener is the instigator of madness and demise. It is enriching if not slightly intoxicating. Music like this is sometimes easy to turn away from. Its outsider nature makes it the victim of non inclusion when discussion the merits of heavy metal. While Plebian Grandstand certainly does not belong to any one family, the power and ruin from Lowgazers goes beyond the qualifications for notice. Lowgazers is one of the heaviest and most barbaric records of the year and it would be a shame if one missed out on its destructive path. Throatruiner releases may not be for everyone but Plebeian Grandstand has created something spectacular which needs to be set loose upon this earth. -Tape Wyrm

Do you like your metal imbued with melody? Your breakdowns coveted by harmony? Your guitar solos harmonized by gorgeous major 5ths and subtle minor 7ths? If the answer to any of these queries is yes than well, Lowgazer simply ain’t your bag. The latest release on the consistently brilliant Throatruiner Records by French melody-detesting quartet Plebeian Grandstand is nothing short of an aural bludgeon. It’s a record brimming with such unfathomable bile that those who purchase the vinyl version will be forced to adorn themselves with health and safety garb for fear of the record stomping on them and spitting in their face before brutishly strolling off to find the next victim of its puerile rage. Lowgazers arrives defiantly devoid of the slenderest amount of melody, instead sporting more tri-tones than you can shake a stick at and scattering them with such abundance as to mock the historical belief that their inclusion in music amounted to the equivalent of installing a “devil in the music”. The Toulouse four-piece draw upon just about every gnarly and malevolent derivative of extreme metal, throwing it all together in a singular maelstrom, a swirling cyclone of violent noise. Tracks are underpinned by the frantic blastbeats of black metal, whilst the guitars administer a rather unique blend of wrist-aching black metallic speed and dissonant open notes, occasionally slackening the speed into the murky realm of sludge. Opener ‘Thvrst’ is resplendent in its sheer vitriol, guitars making it their duty to maintain a staunch dissonance, a duty that adamantly continues for the length of the record. Vocals abound with terrifying throaty screams, slicing through the instrumental tumult with piercing shrieks that surely leave vocal chords in tatters. Somewhat inevitably, the tracks coalesce into a singular frenetic blur of blastbeats and caustic furore, with difficulty arising in recognising when some tracks begin and end, even after repeated listens. In fact, the record exists as a singular barrage of satanic sound; largely unrelenting and upholding its manic intensity until a much needed mid-section respite. ‘Relief of Troth’ provides just that: relief. The two minute track marking the midway point for the album, a track of ambient noise that although unsettling, allows for a much needed break from the aural terror. ‘Svn in Your Head’ however, throws the listener right back into the fray with doom-laden feedback and a supremely sludgy, sloth-paced riff. Things soon return to their intense disposition on ‘Aimless Roaming’ whilst the album ends in the same fashion as it opens; in a veritable flurry of apocalyptic, discordant and hate-filled metal.Lowgazers is a record of extremely limited appeal, but its sheer uncompromising audacity and intent on carving out some of the bleakest, most grating and extreme metal around deserves due recognition. It is a rare record, solely in terms of its breath-taking intensity and focus. Plebeian Grandstand aimed to make the most ruthless record they could fathom, and all credit to them, they have done just that. – TwoBeatsOff